„Zatracenie” – kiedy diabelskie sprawy nabierają tempa

 „Zatracenie” to drugi tom i dalsze losy Ewy i Adama. Jeśli znacie pierwszy tom, wiecie już, że spokojnie nie będzie. Katarzyna ponownie zabiera nas w świat, w którym rzeczy nadprzyrodzone są czymś zdecydowanie bardziej realnym, niż mogłoby się wydawać.

Nie wiem jak Wy, ale ja chciałabym mieć taki diabelski klucz, jaki posiadał Adam. O ile ułatwiłoby to przemieszczanie się! Bez korków, bez pakowania walizki i przede wszystkim bez zastanawiania się, jak dotrzeć z punktu A do punktu B. Wystarczyłby klucz i można ruszać w drogę. No dobrze, może przy okazji trzeba byłoby liczyć się z tym, że za każdym razem może wydarzyć się coś, czego zdecydowanie nie planowaliśmy…

Książki Katarzyny mają to do siebie, że z jednej strony bawią, a z drugiej bardzo szybko wciągają w swój świat. I właśnie to połączenie najbardziej mi się podoba. Czytelnik może się pośmiać, ale jednocześnie cały czas chce wiedzieć, co wydarzy się dalej.

Mam też słabość do diabłów, które autorka wykreowała. Dalej w pamięci mam Azazela, o którym wspomina Adam. Sam diabeł jest dla mnie prawdziwą kopalnią wiedzy. A jego przekomarzania z Ewą na temat tego, co pokazują filmy, a jak rzeczy nadprzyrodzone wyglądają w rzeczywistości, dostarczają naprawdę sporej dawki śmiechu. Bo przecież wiadomo, że kino rządzi się swoimi prawami, a diabły najwyraźniej mają na ten temat całkiem sporo do powiedzenia.

Tym razem, mimo że akcja nadal toczy się w Bieszczadach, autorka zabiera nas również w świat demonów japońskich. I właśnie tutaj robi się naprawdę ciekawie. Pojawiają się nowe zagrożenia, nowi bohaterowie, kolejne tajemnice, a wszystko to sprawia, że akcja nabiera tempa.

W porównaniu z pierwszym tomem „Zatracenie” jest zdecydowanie bardziej dynamiczne. Nie oznacza to jednak, że zabrakło miejsca na rozmowy, humor czy poznawanie bohaterów. Wszystko zostało odpowiednio połączone, dzięki czemu historia nie pozwala się nudzić. Gdy już wydaje nam się, że zaczynamy rozumieć, co się dzieje, pojawia się kolejna zagadka, która skutecznie komplikuje sytuację.

Podobało mi się również to, że do historii dołączają nowi bohaterowie. Każdy z nich wnosi coś do fabuły, a wraz z nimi pojawiają się kolejne pytania. I chyba właśnie tych pytań zostaje po lekturze najwięcej.

Bo „Zatracenie” nie jest historią, która zamyka wszystkie drzwi. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że autorka zostawiła nam klucz w zamku i tylko czeka, aż ktoś go przekręci. Historia zdecydowanie nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, a zakończenie pozostawia czytelnika z poczuciem, że to dopiero kolejny etap tej opowieści.

„Zatracenie” to książka dla tych, którzy lubią połączenie fantastyki, demonów, tajemnic i humoru. Jeśli spodobał Wam się pierwszy tom, drugi zdecydowanie warto przeczytać, bo tym razem robi się jeszcze ciekawiej i zdecydowanie bardziej dynamicznie.

A ja? Ja czekam na kolejny tom. W końcu skoro klucz został w drzwiach, to trzeba sprawdzić, co znajduje się po drugiej stronie.

Komentarze

Popularne posty