Czy „Galeria koszmarów Feranosa” jest dla każdego?
Są książki, które czyta się dla rozrywki, i są takie, które bardziej się przeżywa niż czyta. „Galeria koszmarów Feranosa” bez wątpienia należy do tej drugiej kategorii. To zbiór opowiadań, który nie prowadzi czytelnika za rękę. Zamiast tego wrzuca go w świat pełen niepokojących wizji, dziwnych zjawisk, mroku i nieustannego poczucia zagubienia.
Już od pierwszych stron czuć, że autor inspiruje się klasycznym horrorem, ale jednocześnie nie zamyka się w jego ramach. W opowiadaniach znajdziemy sporo oniryzmu, psychodelii i elementów weird fiction. Granica między snem a jawą zaciera się niemal bez przerwy, a czytelnik często pozostaje z większą liczbą pytań niż odpowiedzi.
Niestety, mimo naprawdę interesującego pomysłu na cały zbiór, wykonanie nie zawsze dorównuje ambicjom. Największym problemem okazała się dla mnie nierówność opowiadań. Obok tekstów, które budują świetny klimat i zostają w pamięci na długo, pojawiają się również takie, które szybko ulatują z głowy. Niektóre historie kończą się dokładnie wtedy, gdy zaczynają naprawdę wciągać, pozostawiając niedosyt zamiast satysfakcji. Zabrakło mi również mocniejszych emocji i większego napięcia w kilku opowiadaniach, przez co ich potencjał nie został w pełni wykorzystany.
Jednocześnie trudno odmówić autorowi konsekwencji w budowaniu własnego świata. Feranos konfrontuje czytelnika z tym, co ukryte głęboko pod powierzchnią świadomości. Wyciąga rękę ku lękom, samotności i nieuchronności. Jego bohaterowie to najczęściej ludzie przegrani – zagubieni, pokonani i skazani na spotkanie z czymś, czego nie są w stanie zrozumieć ani pokonać. Oprócz wszechobecnego zła pojawia się tu także bezsilność, zniechęcenie, smutek i ból, które często okazują się znacznie bardziej przerażające niż same potwory.
Na osobne wyróżnienie zasługują ilustracje. Są nie tylko pięknym dodatkiem, ale integralną częścią książki. Klimatyczne, mroczne i niepokojące, doskonale uzupełniają tekst i sprawiają, że „Galeria koszmarów Feranosa” rzeczywiście przypomina niewielką galerię sztuki. To jeden z najmocniejszych elementów całego wydania.
Sama lektura była dla mnie momentami bardzo wymagająca. To książka ciężka, duszna i intensywna. Chwilami miałam wrażenie, jakbym wpadła do czyjegoś pokręconego snu, z którego nie da się łatwo wybudzić. Mroku, obłędu i psychodelii jest tutaj naprawdę dużo. Dla mnie momentami nawet zbyt dużo, przez co niektóre opowiadania zamiast niepokoić, zwyczajnie mnie przytłaczały.
Czy polecam? Tak, ale z pewnym zastrzeżeniem. To nie jest książka dla każdego. Jeśli lubicie klasyczne historie grozy z wyraźną fabułą i jednoznacznymi zakończeniami, możecie poczuć się rozczarowani. Natomiast jeśli cenicie literaturę eksperymentalną, oniryczne wizje, weird fiction i opowieści, które bardziej oddziałują na emocje niż oferują gotowe odpowiedzi, „Galeria koszmarów Feranosa” może okazać się bardzo ciekawym doświadczeniem.
To książka, która nie tyle straszy potworami, ile atmosferą, poczuciem zagubienia i świadomością, że czasem największy koszmar rodzi się we własnym umyśle.



Komentarze
Prześlij komentarz