🖤 „W tym miejscu śpiewają potwory” – Catherine Reiss
Mroczny, klaustrofobiczny thriller z małomiasteczkowym horrorem w tle. Gęsta atmosfera, niepokojące miejsce i zło, które czai się zarówno w ludziach, jak i w samym otoczeniu. To właśnie klimat i sam pomysł na historię były tym, co najbardziej mnie zaciekawiło.
Nie do końca jednak wiem, co myśleć o tej książce. Z jednej strony pomysł miał potencjał, a niektóre momenty potrafiły mnie wciągnąć. Z drugiej zabrakło mi czegoś, co pozwoliłoby mi naprawdę zanurzyć się w tej historii. Chciałam poczuć ten niepokój, dać się porwać atmosferze i przeżywać wszystko razem z bohaterami, ale ostatecznie częściej skupiałam się na samym tekście niż na tym, co się za nim kryje.
Mam wrażenie, że to historia, która mogłaby zaoferować znacznie więcej, gdyby została napisana z większą głębią. Widać, że to początek literackiej drogi autorki. Jest pomysł, jest potencjał, ale warsztat wymaga jeszcze dopracowania. Niektóre fragmenty mnie zainteresowały, jednak całość nie wywołała we mnie większych emocji ani nie skłoniła do głębszej refleksji.
Trudno napisać o tej książce coś więcej, nie zdradzając fabuły, a jednocześnie nie mam poczucia, że zostawiła we mnie wystarczająco dużo, bym mogła powiedzieć, że naprawdę mnie poruszyła. I chyba właśnie tego najbardziej mi zabrakło.
Czy sięgnę po kolejny tom? Nie wykluczam. To seria, a ciekawość zakończenia i chęć sprawdzenia, w jakim kierunku pójdzie autorka, wciąż gdzieś we mnie są. Może z czasem jej pióro nabierze większej swobody, a historie zyskają głębię, której tutaj mi brakowało.
To nie była zła książka, ale też nie taka, która zostanie ze mną na dłużej. Zostaję z mieszanymi uczuciami, poczuciem niewykorzystanego potencjału i lekką ciekawością, czy kolejny tom okaże się lepszy.



Komentarze
Prześlij komentarz